czwartek, 13 grudnia 2012

61/2012 Inkwizytor-Rino Cammilleri



Republika Pizańska, rok  1247


Z okładki:
Piza, rok Pański 1247. Miastem wstrząsa tajemnicza zbrodnia: obok pałacu arcybiskupiego znaleziono zwłoki młodej, przepięknej niewiasty lekkich obyczajów. Arcybiskup Witalis podejrzewa, że za zabójstwem kryją się zbrodnicze watki heretyckiej sekty katarów, którzy - jak się przebąkuje - zagnieździli się jakoby w jakimś tajemniczym zakątku miasta. Przyzywa zatem dominikanina Konrada z Tours, znanego inkwizytora, i powierza mu zadanie przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie o delikatnych polityczno-religijnych kulisach. U boku inkwizytora - detektywa staje przyjaciel, również dominikanin, Gaddo Casalberti. I tak powstaje spółka śledcza, stanowiąca jakoby aluzję do słynnych par: Sherlock Holmes - Watson (Conan Doyle) oraz Wilhelm z Baskerville - Adso (Umberto Eco, Imię róży). Dochodzenie, ożywione nieustannymi niespodziankami ma za tło Pizę, czasem pogodną, lecz częściej woniejącą siarką lub straszącą widmami. Wynosi ono na scenę, wśród innych postaci, muzułmanina Harudne i maga Michała Scota. Po wielu perypetiach Konrad dojdzie wreszcie do najbardziej zdumiewającego i nieoczekiwanego rozwiązania.
Rino Cammilleri, splatając dwie linie tematyczne: śledztwa w sprawie kryminalnej i "kryzysu" duchowego bohatera (dręczonego obecnością w swej duszy zła, do walki z którym wzywa go Bóg) umieścił w zrekonstruowanym z historyczną dokładnością Średniowieczu wydarzenie niezwykle współczesne w swej psychologicznej prawdzie. To sprawia, że Inkwizytor nie jest zwykłą powieścią należącą do "kryminałów religijnych". Jest to raczej książka, która - obok cech niosących relaks - zawiera też bodźce do refleksji nad konfliktem miłości i nienawiści, litości i przemocy, wiary i niewiary w życiu każdego człowieka
Bardziej niż niedostatek i kalectwo ciążą kamieniem na sercu ludzka niewyrozumiałość i obojętność. Str.9


Gaddo Casalberti- mnich, sekretarz arcybiskupa
Konrad Leclerc- mnich, inkwizytor

Ten kryminał rózni się od innych. A mianowicie oprócz wątku poszukiwania mordercy pieknej nierządnicy wpleciony został wątek filozoficzny- jak sobie tak nazwałam męczarnie duszy Konrada.
Główny bohater inkwizytor, który jest tylko człowiekiem (warto wspomnieć) przeżywa kryzys wiary. Stąd natrętnie pojawiają się u niego pytania egzystencjalne, cierpienia duszy, niepokój, zwątpienie.
Nie jestem wielkim miłośnikiem kryminałów, ale morderstwo w Pizie w roku 1247 ?, no tego nie mogłam przepuścić.
Oprócz tego dowiedziałam się całkiem nowych dla mnie rzeczy. Nie miałam pojęcia do tej pory o istnieniu w średniowieczu kataryzmu. Było to dla mnie całkiem nowe pojęcie, z tym wiekszą uwagą czytałam tę książkę.
Poniższy fragment tekstu bardzo mi się spodobał. Lubię takie teksty, ponieważ zmuszają do zwolnienia, zastanowienia się, głębszej refleksji. Bo w życiu nie tylko ważne jest co jutro będzie na obiad.

Myli się ten, kto podejrzewa, że książka jest bardzo poważna.
 Współpraca Konrada z osobistym aniołem stróżem bawi nieźle czytelnika. Jaką zasadą kierował się Gaddo? Prostą!
Gaddo miał prosty przepis na owocną współpracę ze swoim aniołem stróżem, z którego to przepisu skorzystać może każdy.
Zasady są następujące:
cyt„nie zawracać głowy aniołowi sprawami błahymi; zrobić przedtem wszystko, co po ludzku możliwe; upewnić się, że intencja nie jest całkowicie egoistyczna; w sprawach bardziej skomplikowanych zwrócić się o pośrednictwo do świętych, a zwłaszcza Marki Bożej”.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz